Zesłańców czekała wielomiesięczna droga na Sybir. Szli grupami, które składały się z różnej kategorii więźniów oraz towarzyszących rodzin, których członkowie byli traktowani jako wolne osoby. Jak wyglądała struktura grupy i czy miała ona swoją organizację? Kto ich żywił? Z pamiętników i wspomnień możemy się dowiedzieć , jak wyglądało życie codzienne takiej grupy.
Partya składa się z politycznych i niepolitycznych, ze zbrodniarzy, rozbójników, brodiagów różnej narodowości i religii; lecz w tym steku ludzkiej mieszaniny nie znajdziesz żadnego człowieka w całem tego słowa znaczeniu, ani się nie dopytasz o żadną religię.
Jan Siwiński, katorżnik czyli pamiętnik sybiraka, 1905
…Z tych 12.000, które rząd rok rocznie wysyła do Syberyi, powstało owo perpetuum mobile, które wiecznie idzie w Sybir, wiecznie z drogi ucieka, wiecznie go łapią, piętnują i znów szlą — i tak bez końca!
Partya taka składa się od 300 do 400 osób.
Nasza partya, gdy wyszła z Tobolska miała 260 osób, z tych nas politycznych było 80, a zaś owych brygantów było 180. Nie długo jednak cieszyliśmy się tem, że będziemy mieć na etapach dogodnie z powodu małej liczby, gdyż wkrótce z każdego następnego szpitala i z każdego następnego miasta przybywało i rosło aż urosło do 300.
Na obrazach Aleksandra Sochaczewskiego widać grupę w drodze na Sybir, m.in w tym symbolicznym momencie przekraczania granicy Europy i Azji.
Wśród zesłańców politycznych byli przedstawiciele wszystkich grup społecznych: od włościan, mieszczan, szlachtę po książąt i hrabiów. Te różnice jednak zacierały, jeśli kara opiewała dodatkowo na pozbawienie wszelkich praw, wtedy taka osoba stawała się katorżnikiem i jak pisze jeden z zesłańców „niczem”.
Każdy oficer etapny otrzymuje z kasy rządowej pewną ilość pieniędzy, które ma na wypłatę żołdu dziennego dla partyi. Żołd taki dzienny wynosi przeciętnie po 5 kopiejek na osobę, na katorżnika a nie na szlachcica — na szlachcica zaś, który nie jest pozbawiony wszelkich praw, wynosi 15 kopiejek. Tu jeszcze wypada mi objaśnić czytelnika z tą mianowicie okolicznością, jaki właściwie dla kogo zapadł wyrok. Jeżeli wyrok zapadnie z pozbawieniem praw, to wówczas choćbyś był nie tylko szlachcicem, ale hrabią lub księciem nawet, to jednak z pozbawieniem praw stajesz się niczem, jesteś zwykłym katorżnikiem i nic więcej. Kto więc jest do robót katorżnych zasądzony, to już tem samem jest pozbawiony wsiech praw dostojanija, jak nazywają. Kto zaś internowany w Sybir bez pozbawienia praw, temu się należy dziennego żołdu 15 kopiejek i furmanka do jazdy. My braliśmy w najlepszych tylko warunkach po 5 kop. dziennego żołdu, a były i takie miejscowości, że nam dawano tylko po 3 kop. Wobec tego pomyśl kochany czytelniku mój, jak można było wyżyć z 3, a choćby nawet i z 5 kop.? Otóż posłuchaj! Rano przed odejściem, kupowało się bocheneczek chleba za 8 kopiejek i „krymkę“ czyli garczek mleka za 4 kopiejki i to się zjadało we czterech — po przybyciu na następną stacyę powtarzało znów to samo i to stanowiło nasze pożywienie — pojedyńczo zaś, absolutnie nie można było wyjść na swoje. Wobec takich warunków odżywiania i przy ciągłym absorbowaniu sił, większa połowa szła do szpitali na tyfus i dalsze gorączki i szkorbuty, powstałe z wycieńczenia.
Jan Siwiński, katorżnik czyli pamiętnik sybiraka, 1905
Jeśli chodzi o organizację wewnętrzną takiej grupy, to na jej czele stał starosta.
Jan Siwiński, katorżnik czyli pamiętnik sybiraka, 1905
Rząd, aby sam owego żołdu nie był zmuszony każdemu z osobna wypłacać, ustanowił prawo, aby każda taka partya miała swego przedstawiciela, którego się zwie starostą. Na takiego to starostę wybiera partya zwykle największego zbrodniarza — kajdaniarza, takiego osobnika, co na całe życie jest skazany, i takiego, który ma lwią odwagę samemu nawet dyabłu napluć w oczy — który niema nic do stracenia i który już kilkakrotnie odbywał tę podróż, zna doskonale stosunki i władze — takiego robi partya starostą! Wyobraź sobie kochany czytelniku, że i my chociaż polityczni, chociaż Polacy, chociaż ucywilizowani — a jednak musieliśmy podlegać władzy takiego starosty partyjnego.. i nie mieliśmy prócz niego żadnej innej władzy ani opieki, gdyż taki komendant etapu nikogo nie chce znać, od nikogo żadnych zażaleń nie przyjmuje tylko od jednego starosty. …Taki starosta partyjny ma nie ladajaką władzę! On reprezentuje całą partyę, on jeden tylko może konferować z władzami, upominać o wszystko i dla wszystkich — on ma dbać o porządek partyjny, bo w razie nieporządku on odpowiada i jest karany rózgami — on nareszcie rozdziela podajanie czyli jałmużny, które otrzymuje partya w każdej wsi od ludności miejscowej, jako to: chleb, kołacze, jaja lub pieniądze…












